Czy kontrola to władza?

O różnicy między lękiem a narracją

Kontrola bywa mylona z władzą, ponieważ obie dają poczucie sprawczości. Ale to podobieństwo jest pozorne. Kontrola jest reakcją na lęk. Prawdziwa władza rodzi się z narracji.

Kontrola daje złudzenie sprawczości i wpływu

Narracja tworzy rzeczywistość, w której naturalnie ludzie chcą działać i być efektywni.

Ten, kto kontroluje, próbuje zatrzymać świat w ruchu. Chce bardzo szczegółowo wiedzieć, kto co robi, kiedy i dlaczego. Wchodzi w micromanagement. Próbuje zamrozić rzeczywistość w stałym, całkowicie przewidywalnym kształcie. Jest gestem obronnym. Kontrola zwiększa liczbę procedur, raportów, potwierdzeń… Większość z nich, szczególnie tych bardzo szczegółowych i nie dających pola do manewru, opiera się na decyzji wynikającej z lęku i braku zaufania do przyszłych decyzji podwładnych.

Władza oparta o narrację działa inaczej. Nie potrzebuje sprawdzać każdego ruchu, bo działa na poziomie sensu. Nadaje kierunek, nie nadzór. Tworzy ramy znaczeń, w których ludzie poruszają się sami, często nie zdając sobie sprawy, że podążają wyznaczoną ścieżką.

Narracja nie jest opowieścią.
Jest mechanizmem sterowania uwagą i sensem.

Kontrola mówi ludziom, co mają robić. Narracja sprawia, że ludzie sami wiedzą, co robić, nawet gdy nikt nie patrzy. 

Kontrola zużywa ogromną ilość energii. Trzeba jej pilnować, aktualizować ją, egzekwować. Wystarczy chwila nieuwagi, by system się rozszczelnił. Władza narracyjna jest oszczędna. Dobrze opowiedziana historia pracuje nawet wtedy, gdy jej autor milczy.

Zarządzanie oparta na kontroli:
– mnoży regulacje,
– pilnuje ludzi zamiast celu,
– reaguje na błędy, zamiast tworzyć kierunek,
– zużywa energię na zabezpieczenia.

Zarządzanie oparte na narracji:
– jasno definiuje sens działania,
– pozwala ludziom samodzielnie podejmować decyzje,
– redukuje potrzebę nadzoru,
– buduje odpowiedzialność zamiast strachu.

To dlatego współczesne systemy i instytucje nie są przeładowane pracą lecz kontrolą. Ludzie nie są zmęczeni odpowiedzialnością. Są zmęczeni tym, że nikt im nie ufa. Każdy nowy formularz to komunikat: „nie wierzymy ci”. Każda dodatkowa procedura to dowód, że zarządzający instytucją boją się własnych ludzi.

Tam, gdzie dominuje kontrola, pojawia się strach: przed błędem, przed oceną, przed karą. Ludzie uczą się nie myśleć, lecz zabezpieczać. Nie pytają „po co”, tylko „czy wolno”. Instytucja staje się polem minowym, a nie przestrzenią działania.

Dlatego systemy oparte wyłącznie na kontroli są kruche. Działają tylko tak długo, jak długo ktoś patrzy. Gdy spojrzenie znika, znika też dyscyplina. Dzieje się tak ponieważ człowiek permanentnie kontrolowany uczy się jedynie unikać winy.

Władza narracyjna działa nawet pod nieobecność nadzoru, bo jej źródłem nie jest przymus, lecz wewnętrzna zgoda. Narracja nie eliminuje strachu całkowicie, ale go oswaja. Nadaje mu znaczenie. Sprawia, że ryzyko przestaje być zagrożeniem, a staje się elementem drogi. Człowiek, który rozumie sens swoich działań, jest gotów wziąć odpowiedzialność.

Najsilniejsze instytucje nie mają najwięcej skomplikowanych procedur, lecz silną kadrę zarządzającą gotową słuchać mądrych doradców narracyjnych, zastosować władzę narracyjną i potrafiącą odpowiedzieć na pytanie: „dlaczego istniejemy?”. Jeśli odpowiedź jest jasna i wiarygodna, kontrola staje się dodatkiem, a nie fundamentem.

System, który opiera się wyłącznie na kontroli, staje się ciężki, powolny i reaktywny.
System oparty na narracji jest lekki, szybki i odporny.

Kontrola produkuje posłuszeństwo.
Narracja produkuje sprawczość.

A najlepiej funkcjonujący system przede wszystkim musi być sprawczy.

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *